
Bitwa pod Żółtymi Wodami -sprostowanie do filmu Jerzego Hoffmana
Film
Jerzego Hoffmana "Ogniem i Mieczem" narobił dużo negatywnego szumu wokół
wizerunku husarii. Reżyser - zupełnie swobodnie podchodząc do faktów
historycznych - pokazuje tam husarie wjeżdżającą w błoto, czyniąc z niej
głównego sprawcę porażki wojsk polskich pod Żółtymi Wodami. Nieudolność naszej
husarii jest w tej scenie naprawdę żenująca. Niestety film ten ma olbrzymi wpływ
na postrzeganie tej znakomitej jazdy w społeczeństwie. Nie raz i nie dwa
musiałem tłumaczyć, że to co Jerzy Hoffman zaprezentował w swoim filmie nie ma z
prawdą historyczną nic wspólnego. Że to tylko pomysł jego (i scenarzysty) na
przedstawienie w 3 minuty bitwy, która trwała prawie 3 tygodnie. Pomysł
chybiony, bo ukrywający faktyczne przyczyny porażki. Pomysł chybiony, bo
stawiający husarię w całkowicie fałszywym świetle. Poniższy, krótki opis bitwy
pod Żółtymi Wodami ma za zadanie przedstawić prawdziwy obraz tego co się
faktycznie wydarzyło w tych dniach na dalekiej i pogrążającej się w wojnie
domowej Ukrainie. Po zebraniu wojsk zaporoskich i przybyciu posiłków tatarskich,
w końcu kwietnia 1648 rusza Chmielnicki z Siczy (prawdopodobna data wyruszenia
Chmielnickiego z Siczy to 22 kwietnia). Prowadzi on ze sobą ok. 8 000 żołnierzy
(licząc w to ok.3000-4 000 Tatarów). W tym czasie (21 kwietnia) wojska polskie
ruszają przeciw Chmielnickiemu. Polska armia została podzielona na 3
ugrupowania: 1. Grupa hetmana Mikołaja Potockiego w sile ok. 5000 ludzi
pozostaje z tyłu. Ma ona na celu gromadzenie mobilizowanych wojsk (w tym wojsk
prywatnych, do właścicieli których zwraca się hetman z prośbą o stawienie się z
ich armiami u jego boku). 2. Druga armia, to 3 tysięczna zgrupowanie pod
dowództwem hetmańskiego syna -Stefana Potockiego. Młody Potocki (24 lata) rusza
przeciwko Chmielnickiemu, prowadząc ze sobą: 11 chorągwi kawalerii (o łącznej
liczbie 1150 żołnierzy), 2 chorągwie dragonów (200 żołnierzy), jedną kompanię
piechoty tzw. cudzoziemskiego autoramentu (140 ludzi) oraz 1500 rejestrowych
Kozaków. To właśnie zgrupowanie będzie walczyć pod Żółtymi Wodami. W tym miejscu
należy podkreślić jedną dla nas zasadniczą rzecz. W całej armii polskiej, która
już za kilka dni będzie walczyć pod Żółtymi Wodami, jest tylko 1 chorągiew
husarii (czyli ok. 120-150 ludzi). Jest więc to zaledwie najwyżej 5% składu
armii młodego Potockiego. Jak będziemy mogli przeczytać w dalszej części,
husaria ta spisywała się znakomicie. 3. Trzecie zgrupowanie, to 4000 oddział
Kozaków rejestrowych, którzy również wyruszyli przeciw Chmielnickiemu. W
ugrupowaniu tym był także niewielki oddział zaciężnych dragonów niemieckich. W
przeciwieństwie jednak do grupy Stefana Potockiego (która poruszała się lądem),
Kozacy rejestrowi płynęli Dnieprem do ustalonego miejsca spotkania (Kamienny
Zaton). Grupą tą faktycznie dowodził pułkownik czehryński -Stanisław
(Michał?)Krzyczewski - kum Chmielnickiego i pomocnik w jego ucieczce na Sicz w
1647 roku. W tym miejscu może warto by choć w kilku słowach wyjaśnić, kim byli
owi Kozacy rejestrowi, którzy stanowili ponad 3 całości armii polskiej wysłanej
przeciw Chmielnickiemu. Mianem Kozaków rejestrowych, określa się Kozaków
będących w służbie i na żołdzie Rzeczypospolitej. Była to grupa podlegająca
jedynie zwierzchności własnych dowódców i hetmanów polskich (oczywiście
najwyższym zwierzchnikiem był król polski). Była więc to grupa zawodowych
żołnierzy, wolnych osobiście i niezależnych od lokalnej szlachty polsko-ruskiej.
Mimo, że żołd jaki im przysługiwał nie był wysoki, to jednak służba dla
Rzeczypospolitej wiązała się z podstawowym przywilejem jakim była wolność
osobista. Pozostali Kozacy byli nominalnie tylko chłopami (od 1638r.). Dlatego w
szeregi Kozaków rejestrowych "pchano się drzwiami i oknami", a walka o
podniesienie rejestru kozackiego była w czasie powstania Chmielnickiego (a
właściwie od chwili ustanowienia rejestru kilkadziesiąt lat wcześniej) jednym z
głównych postulatów ogółu Kozaków. Przydatność militarna Kozaków (nie tylko
rejestrowych) była duża, szczególnie na terenach Ukrainy. Byli oni znakomitą
piechotą, zaznajomioną doskonale z terenem, byli bitni i odważni (nie bez kozery
w języku polskim istnieje do dzisiaj określenie "kozak" przydawane ludziom
cechującym się szczególną brawurą, może czasem z odrobiną szaleństwa). Co więcej
Kozacy doskonale radzili sobie na morzu. Ich łupieżcze wyprawy na tureckie
wybrzeże Morza Czarnego były z jednej strony powodem ich rosnącej sławy, z
drugiej jednak strony były one przyczyną napięć w stosunkach polsko-tureckich
(zakaz podejmowania takich wypraw jaki narzuciła Rzeczpospolita Kozakom w latach
poprzedzających powstanie Chmielnickiego, był kolejnym powodem ich
niezadowolenia). Kozacy byli używani głównie do walk z Tatarami. Jako, że
doskonale znali teren i byli osobiście zainteresowani w ich zwalczaniu (wielu
Kozaków traciło rodziny w czasie najazdów tatarskich), w funkcji tej spisywali
się znakomicie. Kozacy wspomagali także armie polską w szeregu innych
działaniach, chociażby w walkach z państwem Moskiewskim czy przeciw Turkom (a
nawet istniał plan ich wykorzystania na Bałtyku, gdzie flota czajek kozackich
miała zwalczać flotę szwedzką). Byli oni o tyle cenni, że Polacy dysponując
znakomitą kawalerią, potrzebowali odpowiednio licznej i dobrej piechoty, która
wspomagałaby ich akcje. Niestety dla dawnej Rzeczypospolitej, ta znakomita
piechota skrzyżowała oręż z wojskiem polskim, z którym jeszcze nie tak dawno
ramię w ramie odpierała ataki wrogów wspólnej ojczyzny.
 Przejdźmy jednak do
wydarzeń poprzedzających bitwę pod Żółtymi Wodami. Podział armii polskiej stał
się pierwszym i podstawowym powodem klęski Polaków. Grupa Stefana Potockiego,
mimo że utrzymywała bardzo szybkie tempo marszu (200 km w tydzień), straciła już
wkrótce kontakt z grupą poruszających się Dnieprem. W tym czasie grupa
Krzyczewskiego dopłynęła do Kamiennego Zatonu i zatrzymała się. Doszło wtedy do
niewyjaśnionego do dzisiaj wydarzenia. Podobno Krzyczewski miał oddalić się od
dowodzonego oddziału i wyruszyć (w kilkaset ludzi) przeciw ufortyfikowanej
Tomakówce Chmielnickiego. Odległość do Tomakówki wynosiła ok. 130km. Byłoby to
więc naprawdę dziwne, gdyby dowódca wyprawy opuszczał swe wojska w takiej
sytuacji i oddalał się na taką odległość aby zdobyć małą forteczkę, która nie
miała w tym momencie większego znaczenia. Byłoby to tym bardziej dziwne, że nie
napotkał po drodze żadnych wojsk Chmielnickiego, które przecież operowały w tym
rejonie. Podejrzewa się jednak, że jeśli w ogóle doszło do faktu oddalenia się
Krzyczewskiego, to miał on na celu spotkanie z Chmielnickim, którego przecież
Krzyczewski nie tak dawno uwolnił. Jakkolwiek nie wyglądałaby sprawa wycieczki
Krzyczewskiego, to 29 kwietnia 1648 wojska Chmielnickiego i Stefana Potockiego
weszły ze sobą w kontakt bojowy. Miało to miejsce nad niewielką rzeczką Żółte
Wody, w odległości 60km od Kamiennego Zatonu. Młody Potocki w obliczu
przeważających sił nieprzyjaciela (przypomnijmy że S.Potocki miał 3000 przeciw
8000) okopał się w warownym obozie i wysłał wiadomość do ojca z opisem sytuacji.
Od tego momentu zaczyna się trwająca do 16 Maja walka z przeważającym
nieprzyjacielem, którego siły - jak to za chwilę zobaczymy - bardzo szybko
rosły. Hetman Potocki po otrzymaniu wiadomości (3Maja) od syna rusza ze swoja
armią na pomoc. Dzieląca ich jednak odległość, która spowodowała znaczne
opóźnienie w dostarczeniu wiadomości, była także powodem tego, że hetman nie
zdążył z pomocą na czas. Chmielnicki po dotarciu do Żółtych Wód, pozostawił
większość wojska do walki z Potockim, z resztą zaś wybrał się do grupy
Krzyczewskiego -pod Kamienny Zaton. Tam doszło do pierwszej zdrady Kozaków
rejestrowych (prawdopodobna data tego wydarzenia to 4 maj). Po krótkich układach
przeszli oni na stronę Chmielnickiego, mordując przy tym wszystkich przeciwników
-nielicznych zresztą - tego aktu (w tym znanego z "Ogniem i Mieczem" Barabasza).
Wybito także oddział niemieckiej dragoni, który nie chcąc plamić się zdradą, do
końca pozostał wierny Rzeczypospolitej. Teraz siły Chmielnickiego wzrosły o
prawie 4000 zdeterminowanych żołnierzy. Zdeterminowanych, bo zdrada jakiej się
dopuścili nie dawała im szansy na przyszłą ugodę z Rzeczpospolitą, paliła za
nimi mosty. Chmielnicki wraca więc z tą nową armią pod Żółte Wody. Przykład
podziałał. Po przybyciu Chmielnickiego pod Żółte Wody (dokładnie rzecz biorąc
następnego dnia), także Kozacy rejestrowi ze zgrupowania Stefana Potockiego
przechodzą na stronę Chmielnickiego, wzmacniając jego siły o kolejne 1500
żołnierzy. Chmielnicki dysponował więc w tej chwili ok.15 000 podkomendnych
(oprócz 5500 Kozaków rejestrowych którzy dołączyli do jego 8000 armii, także
okoliczni mieszkańcy - Kozacy i chłopi - garnęli się pod sztandary powstańców).
Potockiemu pozostało niecałe 1500 żołnierzy, z których jeszcze (ale to już w
ostatniej fazie bitwy) zrejterowało 200 dragonów (pochodzili oni z miejscowego
chłopstwa). W tym momencie sytuacja S.Potockiego staje się fatalna. Mając
przeciw sobie ponad 10-krotną przewagę liczebną, mógł liczyć tylko na odsiecz
ojca. 13 maja, po wielu dniach bohaterskiej obrony, w trakcie której odpierano
potężne szturmy wojsk Chmielnickiego, próbuje grać na zwłokę i negocjować
warunki wyjścia armii. Chmielnicki wykorzystuje moment i jako warunek wolnego
wyjścia stawia oddanie całej artylerii w ręce Kozaków. Nie jest pewne, czy
warunek ten został spełniony, ale wkrótce negocjacje kończą się fiaskiem, gdy
Chmielnicki uwięził posłów i zrywa rokowania. 15 maja ma miejsce ostatni szturm
na obóz wojsk polskich. Polacy i tym razem wytrzymują atak, ale są już u kresu
sił. Podejmują więc desperacką akcję. Późnym wieczorem, korzystając z osłony
ciemności dokonują próby przebicia się przez ogrom wojsk Chmielnickiego. Próby
udanej! Wyrywają się z oblężenia i pod osłoną taboru szybkim marszem ruszają w
stronę Kryłowa - niewielkiego acz ufortyfikowanego miasteczka. Sukces był jednak
krótkotrwały. Następnego dnia ,16 maja , orda tatarska dopędza Polaków w marszu
(niedaleko Kniażnych Bajraków) i rzuca się na polski tabor. Polacy będąc już na
skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego są w stanie odeprzeć jeszcze
pierwszy atak. Kolejny jednak rozrywa polski tabor i doprowadza do pogromu
wojsk. Ginie między innymi Stefan Potocki (od poniesionych ran - 3 dni później)
oraz praktycznie cała armia polska. W tym czasie Mikołaj Potocki na wieść o
zdradzie zgrupowania Krzyczewskiego (o której dowiaduje się 12 maja) wstrzymuje
marsz odsieczowy. Był wtedy w odległości 100km od syna. Wnioski: Jak z tego
opisu widać do przyczyn klęski wojsk polskich pod Żółtym Wodami należy przede
wszystkim zaliczyć błąd dowództwa polskiego i podział armii na 3 oddzielne
zgrupowania. Podział ten ułatwił z kolei zdradę Kozaków rejestrowych i przejście
ich na stronę powstańców. Oba te czynniki zadecydowały o klęsce wojsk
S.Potockiego. Mimo, że wojska polskie przez szereg dni z olbrzymim bohaterstwem
odpierały kolejne ataki 10-krotnie silniejszej i zdeterminowanej armii
kozacko-tatarskiej, mimo wspaniałej postawy żołnierza polskiego, którego stać
było nawet na wściekły atak i wyrwanie się z okrążenia w dniu 15 maja, armia
polska pada po 18 dniach obrony. Husaria w tym czasie walczy wspaniale. Nie
tylko, że nie miało tam miejsca żadne pokazane w filmie Hoffmana wydarzenie, ale
husaria staje się kośćcem polskiej aktywnej obrony a jej szarże niejednokrotnie
ratują sytuację. Jerzy Hoffman w swoim filmie stanął przed niełatwym zadaniem
przedstawienia tej bitwy w kilku minutach. Zadanie niełatwe, ale to nie znaczy
że musiał się odwoływać do tak fałszywej wizji tej bitwy. Co więcej, w jego
ujęciu widać wpływ "politycznej poprawności". Nie wspomina się o podstawowym
powodzie klęski, czyli zdradzie Kozaków rejestrowych. Jakkolwiek by nie było,
zrzucanie winy za klęskę na "bogu ducha winną" husarię jest bardzo krzywdzące
nie tylko dla niej ale także dla całej armii polskiej walczącej pod Żółtymi
Wodami.
Literatura:
"Na płonącej Ukrainie" Władysław Andrzej Serczyk
"Historia Ukrainy do końca XVIII wieku" Natalia Jakowenko
***
|