niewykorzystana szarża husarii

W pierwszej połowie 1656r. skończyły się sukcesy Szwedów. Ogólnonarodowy zryw gdzie "kto żyw na konia siadał" zaczął dawać rezultaty. Garnizon szwedzki w Warszawie skapitulował 1 lipca. Na wieść o tym król szwedzki Karol Gustaw przystąpił zdecydowanie do działania ,chcąc w pierwszej kolejności odzyskać Warszawę

Wojsko Rzeczypospolitej stojące pod Warszawą w końcu lipca 1656 liczyło około (już po wymarszu Lubomirskiego i Czarnieckiego) 24000 żołnierzy regularnych (komputowych) , 10000 pospolitego ruszenia i 2 000 Tatarów. Łącznie 36.000 ludzi, przeważała jazda, piechoty było tylko 4.000 i 18 dział

Husarii, bo przecierz ona jest głównym tematem strony, było około 1000-1100 koni, tworzących osiem chorągwi (sześć koronnych i dwie litewskie).Jak widzimy nie była ona zbyt liczna w bitwie warszawskiej. Na dodatek nie wszystkie osiem chorągwi wzieło udział w bitwie.

Jedna wraz z marszałkiem wielkim koronnym Jerzym Lubomirskim razem z innymi wojskami (około 8000) udała się pod Kraków, druga z kasztelanem kijowskim Stefanem Czarnieckim, który w sile 4500 ludzi wyruszył pod Zakroczym.

Plan polski przewidywał działania przeciw Szwedom znajdującym się w obozach pod Modlinem i Pomiechowem na dwóch kierunkach, z lewej i prawej strony Wisły
Część wojska miała ruszyć lewym brzegiem pod Kazuń, aby uniemożliwić Szwedom przeprawę przez Wisłę i w ten sposób zabezpieczyć Warszawę z tego kierunku
Główne siły polskie miały przeprawić się na praski (prawy) brzeg, połączyć się ze stacjonującymi tam wojskami litewskimi pod dow. Sapiechy i po sforsowaniu Narwii, zaatakować oboży Douglasa i Adolfa Jana. Należało to zrobić przed połączenie się szwedów z Brandenburczykami.
Plan ten został zniweczony, opieszałość polskiego monarchy spowodowała, że szwedzki krół Karol Gustaw przeprowadził koncentrację sił własnych i zdążył połączyć się z elektorem .

W tym momęncie armia "sprzymierzonych" szwedzko -brandenburska liczyła:

wojska szwedzkie
-kawaleria (rajtaria i dragonia) 37 skwadronów - 7500 koni
-piechota 6 brygad - 2000 ludzi

wojska brandenburskie
kawaleria (rajtaria i dragonia) 23 skwadrony - 5000 koni
piechota 9 brygad - 3500 ludzi

razem około 18000 .



Jan Kazimierz, jak widać miał liczebną przewagę nad siłami szwedzko-brandenburskimi. Jednak jeśli chodzi o uzbrojenie,wyszkolenie i zorganizowanie, przewaga był po stronie sprzymierzonych. Szwedzi i Brandenburczycy posiadali ponadto bardzo dużą przewagę w altylerii,47 dział w stosunku do 18 polskich.

Jan Kazimierz mimo odmiennego zdania polskich dowódców na czele z Czarnieckim, który radził nadal prowadzić wojnę podjazdową i przenieść działania wojenne do Prus, przeforsował plan walnej rozprawy ze Szwedami.

Jan Kazimierz  Karol X Gustaw
Jan Kazimierz i Karol X Gustaw

Upór polskiego króla, był na rękę królowi szwedzkiemu, który od dawna dążył do rozbicia rosnącej armii polskiej, co do tej pory było niemożliwe ze względu na sposób prowadzenia walki przez Polaków w postaci wojny podjazdowej zwanej także szarpaną

Król szwedzki planował rozbicie Litwinów stojących na praskim brzegu, zanim Polacy zbudują most. Po zniszczeniu wojsk litewskich planował powrót do Modlina, przeprawę przez Wisłę pod Zakroczymiem i atak, wzdłuż lewego brzegu rzeki, na Warszawę i głowne siły polskie tam stacjonujące.

Wieczorem 27 lipca siły szwedzko-brandenurskie rozpoczeły przeprawę przez Narew pod Nowym Dworem. Wprawa na Litwinów miała przebiegać szybko i sprawnie, dlatego też tabory pozostawiono w Nowym Dworze pod osłoną 2000-nego korpusu i ruszono w drogę z zapasem żywności tylko na trzy dni. Przeprawa z powodu uszkodzenia mostu trwała do południa dnia następnego. Straże przednie Szwedów, którzy jako pierwsi się przeporawiali, kierowały się traktem przez Suchocin na Jabłonnę. W tej ostatniej spotkały posła francuskiego de Lumbres ( z którego pośrednictwa Jan Kazimierz zrezygnował). Zapewne wyjawił on Szwedom wiele szczegółów dotyczących liczebności polskiego wojska i to że wojska koronne przeprawiają się na prawy brzeg.

28 VII -pierwszy dzień bitwy

Karol Gustaw z zadowoleniem przyjął do wiadomości fakt , że strona polska zamiaruje przyjąć bitwę na praskich polach. Nie przejmował się liczebną przewagą wojsk przeciwnika, gdyż teren przyszłej bitwy nie nadawał się do użycia dużych mas kawalerii, a ta przeważała w armii Rzeczpospolitej. On tymczasem dysponował przewagą jeśli chodzi o piechotę i dragonię.

Obszar na którym miał odbyć się bitwa, to około 10 km kwadratowych, od zachodu ograniczony Wisłą, od północy mokradłami, od wschodu pasem wydm . Wydmy te były dobrym stanowiskiem dla piechoty i stanowiły naturealną twierdzę otwartą tylko od północy korytarzem szerokości około 1000m.

Przez całą noc z 27na 28 lipca trwała przeprawa sił koronnych. Najpierw przeprawiła się piechota i artyleria następnie chorągwie komputowe. Dopiero w południe 28 lipca mogło przystąpić do przeprawy pospolite ruszenie.

Przypomnijmy że strona polska realizowała wcześniejsz plan przeprawy i ataku na obozy wroga. Pojawienie się armii i to nie tylko szwedzkiej tak blisko, zaskoczyło polskie dowództwo. Oceniwszy szybko warunki terenowe (nie możność rozwinięcia dużego ataku kawaleryjskiego)Jan Kazimierz wybrał wariant defensywny. Wykorzystując fakt że polski obóz można było zaatakowąc z północy tylko przez opisany wcześniej korytarz 1000 metrowej szerokości usypano tam trzy szańce i tochę dalej na północ mały fort odalony od lasu żerańskiego o około 600m. Między szańcami pozostawiono wolne przestrzenie przez które miała czynić wypady kawaleria.

Wobec nowej sytuacji zawrócono z drogi na nieporęt Tatarów, którzy teraz mieli niepokoić tyły wojsk sprzymierzonych.

Dowództwo szwedzkie było zaskoczone małą szerokością terenu pomiędzy zalesionymi wydmami a Wisłą pod Tarchominem, Świdrem i Żeraniem. Spowodowało to znacznie wolniejszy marsz w stronę Pragi. Notabene polskie dowództwo nie wykorzystało szansy zaatakowania tak "rozciągniętego" nieprzyjaciela. Starcia szwedzkiej awangardy z oddziałami litewskimi przybierały na sile. Moment spotkania obu armii tak przedstawił Jan Leszczyński:
"Nieprzyjaciel pokazał się za dwie godziny przed wieczorem z całą armią uszykowaną i directe (prosto) nad wisłą lentissimo pasu (powolnym krokiem) począł następować prosto na szańce, dobrze piechotą i działami obsadzone; następował lekko, ale wesoło z trąbami i wszelką muzyką wojenną z dział przed sobą bijąc, a nasi z równą go alacritate (ochotą) czekali, i wytrzymali mu, aż im dobrze na mierędonoszenia dział postąpił, skoro nasi poczeli dawać ognia i onych mieszać, spuścili de alacritate ( z ochoty), muzyki ucichły, retirowali się poczeli"
Jan Leszczyński do księcia J.Schonhoffa z Częstochowy, 9VIII 1656, s445; Kubala, Wojna brandenburska s. 15.

Tego dnia wszystko przebiegało zgodnie z planem Jana Kazimierza: Szwedzi bezskutecznie atakowali polskie szańce, wobec braku miejsca nadchodzące dalsze oddziały szwedzkie nie mogły wziąć udziału w walce. W pewnym momencie polski król zdecydował się na manewr uderzenia z boku w walczącą przed szńcami szwedzką rajtarię. Atak w siłą jednego pułku kawalerii miał wyjść z linii między skrajem lasu białołęckiego a fortem. Trudna przeprawa przez rzekę Skórczę spowodowała jednak że manewr zosał zauważony i król szwedzki skutecznie mu przeciwdziałał czterema skwadronami rajtarii. W międzyczasie nadeszły dalsze jednostki rajtarii prawego skrzydła i piechoty centrum. Wojska sprzymierzonych zajeły całą szerokość nadwiślańskiego korytarza. Zapadające ciemnośći, kurz i dym uniemożliwiły dalszą walkę. Około 20 oddziały szwedko brandenburskie wycofały się w głąb korytarza na odległoś 2 do 3 km.


Pierwszy dzień zakończył się sukcesem strony polskiej. Elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm , będąc pod rażeniem wydarzeń, namawiał króla szwedzkiego do wycofania się i uchylenia tym samym od walnej rozprawy. Przypomnijmy , że sprzymierzeni zostawili tabory w Modlinie i żywności mieli zaledwie na trzy dni. Karol X Gustaw był jednak zdecydowany kontynuować walkę. Wydano rozkazy sypania szańców na wprost polskich umocnień.

Gdy polski król zdał sobie sprawę że ma doczynienia z głównymi siłami i nie musi pilnować przeprawy pod Zakroczymiem pchnięto kurierów aby Czarniecki natychmiast wracał. Niestety Czarniecki powrócił 29 o koło godz.18(czyli drugiego dnia bitwy a własciwie po)

29 VII -drugi dzień bitwy

Przez całą noc z 28 na 29 lipca trwała przeprawa pozostałych chorągwi koronnych i pospolitego ruszenia na prawy brzeg. W obozie polskim panowało duże zamieszanie, rozlokowanie tak dużej ilości wojska wedłu pewnego planu, umożliwiającego póżniejsze sprawne użycie go stanowi nie lada problem

Wczesnym rankiem król szwedzki i elektor ruszyli na rekonesans w kierunku Białołęki.Zdobycie od frontu polskich umocnień było niemożliwie. Karol Gustaw postanowił obejść polskie umocnienia i uderzyć od wschodu zająwszy uprzednio wydmy między Białołęką a Bródnem. Umożliwiło by to w dalszej kolejności zepchnięcie polskiej kawalerii do wisły.
Aby plan się powiódł należało utrzymać Polaków w przekonaniu, iż sprzymierzeni nie rezygnują z czołowego ataku na polskie umocnienia. Pod osłoną tych działań należało przerzucić swoje siły na nowe pozycje

Jak już powiedziałem najdalej na północny-wschód wysuniętą pozycją polską był ów mały kwadratowy fort. Wydaje się że obsadzenie wojskiem wydm powyżej owego fortu, uniemożliwiłoby sprzymierzonym manewr obejscia wojsk polskich. Tymczasem wydmy te po dwugodzinnym marszu o 11-tej obsadzili brandenburczycy . Zajęcie przez brandenburczyków tej pozycji było momentem kluczowym umożliwiającym dalsze działania armii sprzymierzonych.
Karol Gustaw tymczasem odpierał ataki polskiej jazdy nad Wisłą . Był to dla Szwedów bardzo niebezpieczny moment, po pierwsze armia była podzielona , a po drugie spodziewano się tatarskiego ataku na tyły

29 VII-drugi dzień bitwy

Atak taki rzeczywiscie nastąpił. Zadaniem ordy było zaatakowanie taboru sprzymierzonych , zajętych w tym czasie walką z Polakami. Orda kierująca się w stronę Żerania napotkała przemieszczające się oddzały elektorskie. Do walk z elektorskimi nie doszło , natomiast przykra niespodzianka w postaci 2000 rajtarów czekała ją ze strony szwedzkiej. Zmusili oni tatarów do wycofania się.

Podczas gdy Tatarzy wycofywali się w stronę Białołęki, nad Wisłą trwały cięzkie walki pomiędzy Szwedami a Polakami. Chorągwie jazdy koronnej poprzez luki między szańcami ruszyły z impetem na wysunięty przed własne stanowiska 1 rzut rajtarii szwedzkiej.

W ataku na pozycje nieprzyjaciela musiały brać udział także chorągwie husarskie. Atak prawdopodobnie przeprowadzony był większymi siłami, ale wobec trudności rozwinięcia, ze względu na małą szerokość korytarza, Jan Kazimierz kierował do walki chorągwie pułkami, które stopniowo były wprowadzane do akcji. Szwedzi, nie mogąc sprostać Polakom, zmuszeni zostali po krótkotrwałej walce do odwrotu i wycofania się za stanowiska piechoty. Ogień artylerii i zgrupowanych tu regimentów pieszych pod komendą Karola Gustawa Wrangla okazał się na tyle skuteczny, że towarzystwo chorągiewne, choć triumfujące, musiało ze znacznymi stratami powrócić na pozycje wyjściowe.

Jedną z przyczyn niepowodzenia prób rozerwania szwedzkich pozycji było według wojewody poznańskiego Jana Leszczyńskiego zaniechanie przez Tatarów ataku na tyły obozu żerańskiego. Nie skoordynowany w czasie atak z dwóch stron został przez Szwedów odparty. Utracili jednak Szwedzi część taboru z żywnością, który padł łupem ordyńców: "Tatarów część mała przyszła, bo już o dziesięć mil powyżej Bugu dla przeprawy byli poszli, atoli i ci to zrobili, że im tył zabiegłszy wozy z prowiantami porabowali". Tymczasem Karol Gustaw, straciwszy kontakt z siłami elektora, ruszył do Fryderyka Wilhelma, aby rozpoznać teren i zlustrować siły polsko-litewskie. Ok. godz. 12 szwedzki monarcha znajdował się już u boku swego brandenburskiego sprzymierzeńca. Opanowane przez elektora wzgórze dawało doskonały wgląd w teren zbliżającej się batalii. Widać było doskonale, począwszy od Białołęki po Bródno, ciąg wydm, które od wschodu osłaniały obóz polski, a także siły polskie znajdujące się opodal lasku bródnowskiego.

Król szwedzki zdecydował wówczas, iż jedynie rzucenie wszystkich sił na pola pomiędzy Białołęką a Bródnem może zaskoczyć stronę polską i przynieść zwycięstwo. Należało zatem przerzucić gros sił szwedzkich znad Wisły pod ogniem polskich oddziałów. Jednocześnie Karol Gustaw, przywiązując duże znaczenie do opanowanych elektora pozycji, które stanowiły oś manewru, obiecał swemu sprzymierzeńcowi wzmocnienie. Natychmia przybyciu do własnego obozu wysłał trzy brygady pod komendą gen. mjr. Wolrada Waldecka wraz z kilkoma działami. Wkrótce po godzinie 13, skrajem lasku białołęcl ruszył Waldeck na pomoc elektorskim. Marsz był powolny ze względu na grząski teren, a także trudności z transportowaniem dział. Przy przeprawie przez Skórczę ugrzęzły one w wodzie i cała kolumna musiała zatrzymać się. Był to doskonały moment, aby uderzyć na znajdującego się w marszu przeciwnika, tym bardziej że Karol dopiero przygotowywał pozostałe regimenty piesze i rajtarski. Do ataku nie doszło, gdyż znaczna część towarzystwa biorącego udział w rannych potyczkach ze Szwedami, udała się na posiłek.

W polskim obozie panował doskonały nastrój, a wycofanie się rajtarii przeciwnika za stanowiska ogniowe pczytywano jako znak zwycięstwa i rychłego opuszczenia pola bitwy przez sprzymierzonych. Przewaga liczebna strony polskiej, nieuzasadniona wiara w zdobycie szwedzkiego obozu przez Tatarów, spowodowały, iż dowodzący chorągwiami komputowymi udali się na posiłek, dając przykład towarzystwu chorągiewnemu:

"poszła starszyzna sobie obiadować, chcąc czegoć po obiedzie dokazać, ale i tam dłużej niektórzy jedli niż trzebą było, pod pretekstem czekania na zgromadzenie się ordy, która wprawdzie daleko była"
Jan Leszczyński do księdza J. Schtinhoffa, j. w., s. 445.

Lecz nieprzyjaciel nie czekał na obiadujących i w kilka godzin ustawił nowy szyk bojowy swych oddziałów. Po odjeździe szwedzkiego monarchy formujące się na skraju lasu białołęckiego oddziały elektora zaatakowali jednocześnie powracający z nieudanej akcji przeciwko obozowisku szwedzkiemu Tatarzy i chorągwie litewskie. Atak ordyńców nastąpił od strony wzgórza zajętego przez elektora, tj. z kierunku Białołęki. Został odparty przez dragonię i piechotę brandenburską, a także przybywające im na pomoc skwadrony rajtarii szwedzkiej pod dowództwem Horna. Natomiast od strony pól bródnowskich, wąskim korytarzem pomiędzy pasmem wydm a mokradłami, ruszyli db natarcia Litwini, wspomagani przez kilka chorągwi koronnych. Jaki był skład sił, które podjęły szarżę na stanowiska sprzymierzonych, nie wiemy. Także ich liczebność budzi duże kontrowersje wśród historyków. Podczas gdy źródła pruskie, począwszy od relacji własnoręcznej samego elektora, szacowały siły atakującej konnicy na 4-6 tys. koni, to historycy polscy na czele z Górskim znacznie pomniejszali ich liczbę do ok. 1000 koni. Wydaje się, że do ataku użyto głównie sił litewskich, a ich liczebność nie przekraczała dwóch, trzech pułków, tj. ok. 1-1,5 tys. koni. Silny ogień piechoty i dragonii spowodował, iż kilkuminutową szarżę odparto, a zmieszane towarzystwo zaczęło powoli wycofywać się w kierunku polskich stanowisk.

Niepowodzenie obu szarż kawaleryjskich musiało ostudzić nieco zapał Polaków, gdyż do godz. 15 nie przeszkadzali już formującym się w kolumny marszowe oddziałom sprzymierzonych. Być może polskie dowództwo uważało, że sam przeciwnik wchodzi im w ręce, pchając się pomiędzy pas wydm a mokradła i błota zlewiska Zązy. Po odparciu obu szarż, aż do godz. 15, było spokojnie. Przerwę tę Karol X Gustaw wykorzystał przerzucając niemal wszystkie siły znad Wisły na pola pomiędzy Białołęką a Bródnem. Dziwi natomiast bezczynność strony polskiej która nie próbowała temu praktycznie przeszkodzić.

Pogląd że Jan kazimierz nie miał pełnej wiedzy o ruchach sprzymierzonych jest mało prawdopodobny biorąc pod uwagę ilość lekkiej kawalerii w polskich siłach która przecież najlepiej nadawała się do czynienia zwiadu.

Zapewne wysłano rozkazy do Tatarów, aby przeszkadzali w posuwaniu się wojsk Karola X Gustawa. Ci natomiast, stale odrzucani salwami piechoty i dragonii przeciwnika, podpalili Białołękę i Bródno zmuszając sprzymierzonych do pozostawienia znacznych sił w celu osłony obu formujących się skrzydeł armii. Pod Białołękę musieli Szwedzi wysłać rajtarię Horna, aby umożliwić przemarsz pozostałych oddziałów w kierunku Bródna. Tu także pozostawili część piechoty z kilkoma skwadronami jazdy w obawie przed atakami z jednej strony sił polsko-litewskich (znad Wisły) i Tatarów (z północnego wschodu poprzez wąskie korytarze pomiędzy błotami a rozlewiskami Zązy). Korzystając z osłony trzeciego rzutu kawalerii szwedzkiej, ubezpieczającej przemarsz sił głównych, Karol X Gustaw nakazał dwóm pozostałym rzutom rajtarii wraz z piechotą i artylerią kontynuować marsz po osi Białołęka Bródno. Siły te pozostawały pod komendą królewskiego brata - księcia Adolfa Jana.

Podczas gdy Szwedzi posuwali się traktem białołęckim w kierunku Bródna, siły elektora również zaczęły przemieszczać się spod umocnionego wzgórza, skrajem wydm, równolegle do kolumny szwedzkiej. Oba wojska były więc nadal rozdzielone, gdyż Brandenburczycy posuwali się korytarzem pomiędzy wydmami a pasem bagien i rozlewisk Zązy. Liczne dopływy tej rzeczki nie mogły jednak utrudnić szybkiego połączenia sił sprzymierzonych w razie nagłego uderzenia chorągwi polsko-litewskich, gdyż obie kolumny marszowe znajdowały się w zasięgu wzroku i ich oddalenie od siebie nie przekraczało kilometra w linii prostej. Umożliwiało to w razie ataku lekkich chorągwi polskich szybkie rozwinięcie skwadronów rajtarii i zamknięcie luki pomiędzy oddziałami sprzymierzonych.

Polacy właściwie rozpoznali manewry sprzymierzonych dopiero wówczas, gdy oddziała brandenburskie zaczęły się wychylać zza lasku białołęckieg a Szwedzi dochodzili do Bródna. Podpalenie obu osad, Białołęki i Bródna wcześniej już zaalarmowało polskie dowództwo,ale wobec odpoczynku części oddziałów było ono bezradne. Dogodny do uderzenia moment, gdy sprzymierzeni podchodzili dopiero do swych nowych pozycji i rozpoczęli szykować swe oddziały według przygotowano Karola X Gustawa planu, minął bezpowrotnie. Wówczas właśnie, korzystając z rozdzielenia sił przeciwnika pozostającego na odkrytym terenie, można było użyć kawalerii i przechylić zwycięstwo na swoją stronę. Jednak Polacy tak byli zaskoczeni pojawieniem się oddziałów sprzymierzonych na polach bródnowskich, iż do żadnego wystąpienia w doszło.

Trudno opisać zamęt, jaki powstał wśród i zgromadzonych za polskimi szańcami. W krótkim czasie musiał Jan Kazimierz dokonać zmiany frontu o 90 stopni i obrócić oddziały w kierunku wyłaniających się skwadronów przeciwnika. Na wał wydm - na północny wschód od lasku praskiego - należało przerzucić nie tylko poszczególne pułki jazdy polsko-litewskiej, alo piechotę wraz z artylerią. Pamiętać także należy że wielu z towarzystwa i wyższego dowództwa chorągwianego nie było obecnych przy własnych oddziałach, ucztując w namiotach pospolitego ruszenia.
Ustawienie nowego szyku polsko -litewskiego zajeło sporo czasu , dało to stronie przeciwnej sposobność dokończenia manewru obejścia i ustwienia swoich wojsk według planu króla szwedzkiego

Ustawienie wojsk sprzymierzonych

Na lewym skrzydle, w trzech rzutach, znajdowały się wojska szwedzkie. Przed pierwszą linię rajtarii Karol wysunął piechotę-trzy brygady ( około 1000 ludzi ) pod komendą płk.Adolfa Wrangla (Smaland), płk.Nisbeta (Upland) i ppłk.Andrzejas Szoge, dowodzącego gwardią pieszą monarchy. Czałe to ugrupowanie piechoty oddano pod komendę gen.mjr. Bertorda Hartwiga Bulowa.

Na obu skrzydłach umieszczono rajtarię szwedzką. W pierwszym rzucie stanęły skwadrony grafa Eryka Oxenstierny pod komendą ppłk. Rosena (Smaland), gen. mjr. Karola Gustawa Wrangla (Upland) pod Plantingiem, grafa Ludwika Lówenhaupta (Ostgothen) i księcia Adolfa Jana. Obok nich widzimy inne skwadrony rajtarskie: pfalzgrafa Filipa von Sulzbach (dowódca I rzutu), księcia Jana Jerzego von Anhalt-Dessau, płk. Jana Jakuba Taube i dragonię Sulzbacha. Dwa pozostałe rzuty tworzyły skwadrony rajtarii i dragonii szwedzkiej pod komendą margrabiego Karola Magnusa von Baden-Dudach i gen. mjr. Henryka Horna (Nyland).

Centrum stanowiło sześć brygad piechoty brandenburskiej, w skład których wchodziły skwadrony grafa Ottona Krzysztofa Sparra, płk. Jana Jerzego Sieberga (Syburga), gen. mjr. Wolrada Waldecka i gen. mjr. Joachima Rui Goltza. Musiały być one uszykowane także w trzech rzutach i z obu stron ochraniane przez skwadrony pruskiej i szwedzkiej rajtarii.

Prawe skrzydło zajął Fryderyk Wilhelm wraz z przydzielonym mu do pomocy feldmarszałkiem Karolem Gustawem Wranglem. Oddziały rozłożono w trzech rzutach. Pierwszą linię zajęły skwadrony rajtarii pod komendą grafa Fryderyka Waldecka kierującego całą pruską kawalerią. Znajdowały się tu również skwadrony gen. mjr. Krzysztofa Kannenberga (dowódca pierwszego rzutu rajtarii elekttora) a także leibgwardii kurfiirsta pod dowództwem płk. Aleksandra von Spaen. Brygady piesze elektora na czele z gwardią pod Piotrem de la Cave lekko zaginały front pierwszej linii w kierunku polskiego fortu.

Druga linia złożona była z rajtarii prusko-szwedzkiej ' pod ogólną komendą gen. mjr. Totta, a trzecią stanowiły skwadrony rajtarii płk. Jerzego Schónaicha, płk. Krzysztofa Brunella, płk. Dietricha Lessgewanga, księcia Jana Jer von Weimar i płk. Wolfa Ernesta von Eller. W skład tego rzutu miała wchodzić również dragonia płk. Chrystiana Ludwika Kalksteina.

Przed stanowiskami poszczególnych brygad piechoty rozmieszczono działa, na skrzydle prawym 24,a na lewym 23. Ogień artylerii miał na tyle zniechęcić atakujących,iż wchodzącym sukcesywnie do walki skwadronom rajtarii wyznaczono zadanie zepchnięcia sił przeciwnika w kierunku koryta Wisły. Zakładano, iż siła ognia piechoty sprzymierzonych i ich artylerii zrównoważy przewagę strony polskiej w konnicy, głównie cężkozbrojnej husarii, której się obawiano.

O godzinie 16 wojska Rzeczpospolitej i szwedzko-brandenburskie stsneły naprzeciw siebie. Siły polskie rozłożyły się na wale wydm, na wprost wsi Bródno.Najszybciej dokonały tego pułki jazdy w sile około 15000 koronnej i 5000 litewskiej. Posśpiesznie przerzucano piechotę wraz z artylerią.

Polski monarcha dostrzegł szansę rozgromienia przeciwnika za pomocą szarży kilkunastu tysięcy jazdy. Pierwszy wyłom w obronie przeciwnika miała dokonąć husaria w sile około 900 do 1000 kopii, a następnie uderzenie chorągwi pancernych miało dokonać reszty. Dlatego też od pewnego momentu nie przeszkadzano sprzymierzonym w marszu na pola bródnowskie gdyż był to teren w miarę sprzyjający szarży dużej ilości kawalerii. W przypadku powodzenia planu siły szwedzko-brandenburskie czekała całkowita zagłada, gdyż zostaliby zepchnięci w bagna i rozlewiska rzeki Zęzy. Jan Kazimierz chcąc wykorzystać zmęczenie przeciwnika marszem a także to, że przeciwnik dokonywał przegrupowania w pewnym pośpiechu postanowił wydać rozkaz do ataku . Około godziny 16 husaria ruszyła do szarży.

Szarża

Wydzieloną do szarży husarię oddano pod dowództwo pisarza polnego litewskiego i porucznika królewskiej chorągwi husarskiej w kompucie litewskim- Aleksandra Hilarego Połubińskiego.Być może nie on dowodziłby tymi siłami ale nieobecni byli dwaj hetmani litewscy, Paweł Sapiecha na skutek kontuzji spowodowanej upadkiem z konia i Wincenty Gosiewski wysłany z częścią sił zbrojnych na Podlasie.
Był to dowódzca doświadczonym, który uczestniczył w wojnach kozackich , kampanii moskiewskiej 1654r. i kampani zimowo-wiosennej 1656 przeciw Szwedom. Istnieją spory co do liczby husarzy biorących udział w ataku. W szarży uczestniczyło na pewno sześć chorągwi , cztery z wojska koronnego i dwie z litewskiego.

roty koronne

-rota husarska hetmana wielkiego koronnego Stanisława Rewery Potockiego (188 koni)
-rota hetmana polnego koronnego Stanisława Lanckorońskiego (98 koni)
-rota wojewody krakowskiego Władysława Myszkowskiego (171 koni)
-rota podczaszego sandomierskiego Jana Zamojskiego (126 koni).
Po odliczeniu "ślepych" pocztów (15%) otrzymamy około 500 rzeczywistych kopii jazdy koronnej.

roty litewskie

-chorągiew królewska pod Pałubińskim (147 koni)
-rota hetmana wielkiego Pawła Sapiechy pod chorążym mozyrskim Hrehorym Kruniewiczem (193 konie)

Przypuszcza się że w ataku mogły wziąć udział przynajmniej jeszcze dwie chorągwie litewskie a mianowicie
-rota Pawła Sapiechy (dawna zdrajcy Janusza Radziwiła)
-rota krajczego litewskiego Michała Kazimierza Radziwiła

Za udziałem tych dwóch ostatnich rot a wiec większej ilością wojska litewskiego świadczy oddanie dowództwa Litwinowi.Wiadomo, że porucznicy i namiestnicy koronnych rot husarskich niechętnie oddawali się pod komendę Litwinów gdy dziłania wojenne odbywały się na terenie Korony, tym bardziej że byli to "starzy", znani i cenieni towarzysze. Mimo wszystko biorąc pod uwagę "slepe" poczty a także to że chorągwie litewslie po kampanii nad Wisłą i Sanem były mocno przetrzebione ocenia się liczbę husarzy na nie więcej niż jeden tysiąc.

Pałubiński rozpoczął szarżę po oddaniu ognia przez szwedzką artylerię. Odległość od nieprzyjaciela wynosiła około 500 metrów, husarze kłusem aby nie zmęczyć koni zbliżyli się na odległość 200metrów ,następnie przeszli w glop aby w odległści około 80 metrów przejść w cwał. Około 80 metrów w cwale, to może 10 sekund. Wystarczało to przeciwnikowi na oddanie jednej salwy. Częstokroć gineła w tym momencie większość koni pierwszej linii co doprowadzało do zaniechania ataku, lecz nie tym razem. Husaria w pełnym impecie niczym pancerna pięść uderzyła w srodek lewego szwedzkiego skrzydła, złożonego z doborowych regimentów uplandzkiej i smalandzkiej rajtarii(pod dow. Plantinga i Rosena), które praktycznie rozbite zostały natychmiast. Uderzeniu nie oparły się także skwadrony pierwszego rzutu rajtari gwardii królowej pod dow. Anhalta. Duże straty miała ponieść także gwardia rajtarska samego Karola X Gustawa pod Sulzbachem. W tym to właśnie momencie doszło do wydarzenia które mogło okazać się brzemienne w skutkach. Mianowicie Karol Gustaw wdał się w walkę i omało nie zginął od pchnięcia kopii legendarnego Jakuba Kowalskiego. Tylko dzięki żelaznej dyscyplinie nie doszło do totalnej paniki wśród Szwedów. Tymczasem husaria dotarła do drugiej lini gdzie zdołała "zmieszać" aż 4 skwadrony . Do tej pory plan polskiego kóla realizowany był można by rzec wzorowo.Husaria rozerwała szyki szwedzkie i to głębokość dwóch rzutów !.

W tym momencie miało dojść do szarży głównych sił w postaci kilkunastu tysięcy jazdy chorągwi pancernych i lekkich .Nie nastąpiło to jednak.Tak o tym pisał Stanisław Wierzbowski

"Nie posiłkowali nasi. Odiął Pan Bóg rozum i męstwo dla grzechów"
S.Wierzbowski Konnotata wypadków w domu i kraju zaszłych od 1634 do 1689 roku, wyd J.K.Załuski, Lipsk 1858, s 103.

Podobnie ujął to w swych pamiętnikach Jakub Łoś "Nie patrzając posiłków (husaria) skoczyła z kopijami na ufy (hufce) rajtarskie tak odważnie, że już całe wojsko szwedzkie mieszać sięi tył poddawać poczęło było, i z szańczyków odbiegwszy spansrajtarów pouciekali byli Szwedzi. Tam jeden pachołek o króla szwedzkiego, przebiwszy się przez wojsko, kusił się skruszywszy kopie, i pewnie by dopiął, ale go uprzedził ks. Bogusław Radziwił z pistoletu. Tak onego zabitego kawalera kazał solinniter (uroczyście) król ( Karol Gustaw) pochować, a nasi dziwowali się tylko miasto posiłków, które gdyby były za tą chorągwią choć kilka skoczyło, nie daliby byli Szwedzi się poprawić "
Pamiętniki Łosia s. 19

W tej sytuacji husarze rażeni ogniem bocznych salw piechoty musieli się cofnąc.Straty ponieśli poważne- około 16% poległych i rannych, w koniach zapewne znacznie większe. Szarża chorągwi pancernych nastąpiła ale póżniej na skrzydło brandenburskie.Mimo że poważnie zagroziła brandenburczykom , że aż sam elektor znalazł się w niebezpieczeństwie, nie powiodła się. Po godzinie 18 wojska polskie zostały wzmocnione przez oddzaiły wracającego spod Zakroczymia Czarnieckiego. Stanowiska obronne obsadzono oddziałami piechoty i dragonii przygotowując się do odparcia przeciwnatarcia szwedzkiego. To jednak nie nastąpiło , sprzymierzeni wycofali się na Bródno.

30 VII -trzeci dzień bitwy

W tej sytuacji Jan Kazimierz zrozumiał że przeciwnik dysponuje zbyt wielką przewagą w piechocie i artylerii i nie można liczyć na zwycięstwo lub długotrwałą obronę.

Postanowił pod osłoną kawalerii przerzucić działa i piechotę na lewy brzeg Wisły. 30 lipca trwała, często w dramatycznych okolicznościach, przeprawa piechoty i dział pod osłoną częsci polskiej piechoty i jazdy. Szło na nie silne natarcie wojsk szwedzko-brandenburskich. Bitwa tego dnia była ostatecznie przegrana. Jazda wycofała się na Kamion, Grochów i Okuniew.

Nie spowodowało to jednak rozbicia sił polskich. Ogóle straty wynosiły około 2000 ludzi w stosunku do około 1000 sprzymierzonych. Nie zmienia to jednak faktu , że największa w dziejach wojen polsko-szwedzkich bitwa zakończyła się przegraną sił Rzeczpospolitej.

Literatura:
1.Mirosław Nagielski "Warszawa 1656" Bellona 1990
2.J Cichowski A. Szulczyński "Husaria" MON 1981
3.Leszek Podhorodecki "Rapier i koncerz" Książka i Wiedza 1985

***

BTWY