Rząd husarski



Ta część Elementów uzbrojenia i wyposażenie będzie potraktowana nietypowo. Jeśli w innych częściach tego działu starano się poruszać tylko kwestie związane bezpośrednio z danym zagadnieniem, to tutaj odstąpiono od tej formuły. Mam więc zamiar (oprócz właściwego opisu oporządzenia jeździeckiego husarza) wysnuć kilka refleksji ogólniejszej natury. Ufam, że czytelnik wybaczy mi takie potraktowanie tego tematu.

W skład oporządzenia jeździeckiego wchodzą następujące elementy: siodło ze strzemionami, uzda (ogłowie + kiełzno z wodzami), podpiersie i podogonie (wszystkie te elementy składają się na tzw. rząd czyli osiodłanie) jak również olstra na krótką broń palną i czaprak (ewentualnie dywdyk czy czołdar) kładzione pod siodło.

rząd husarski

Rząd ten przypisywany jest Oskierce (który był członkiem orszaku Jerzego Ossolińskiego w jego poselstwie do Rzymu w 1633r.). Jak więc widać nie było to husarskie osiodłanie bojowe lecz paradne - szczególnie ozdobne i bogate. Poniżej zaprezentowano także część tego rzędu - mianowicie ogłowie (uździenica).

ogłowie inaczej uździenica

Husarze do boju występowali co prawda mniej strojnie, ale nawet wtedy przyrodzona naszym przodkom bardzo silna potrzeba indywidualnego wyróżnienia się, nie pozwalała na "stawanie w potrzebie" jak pierwszy lepszy ciura. Dotyczy to wszystkich rodzajów jazdy polskiej, ale szczególnie właśnie husarii, która będąc najbardziej prestiżową formacją - "kwiatem szlacheckiej Rzeczypospolitej" i esencją polskości, wyróżniała się spośród innych wojsk polskich. I nie ma w tym nic dziwnego, wszak pod "górne znaki" zaciągała się najbogatsza szlachta, szlachta którą było stać na ogromne sumy potrzebne na odpowiednie wyposażenie pocztu.

Przepych jaki roztaczali husarze był niedoścignionym wzorcem dla innych. Był tak wielki, że raził nawet ówczesnych dowódców. Kolejni hetmani próbowali go ograniczać, zakazując np. stawać do boju w złoconym i zbyt bogatym oporządzeniu. Na nic się jednak zdawały zakazy. Szlachcic polski był człowiekiem wolnym i traktującym swą wolność jako największą wartość. Pod względem prawnym był równy królowi, któremu przy każdej okazji przypominano, że jest tylko primus inter pares (pierwszym między równymi). Zakazy więc permanentnie łamano i nie było na to rady.

Dawna Rzeczpospolita to zadziwiające państwo. To kraj o olbrzymich kontrastach. To ludzie, dla których granica między największym poświęceniem własnym a warcholstwem jest ledwie dostrzegalna. Husaria o której tu przecież mowa, była jego (także w oczach ówczesnych ludzi) uosobieniem. Ludzie, którzy jednego dnia potrafili porwać się na 6-krotnie liczniejszego przeciwnika i w jednej miażdżącej wszystko szarży złamać jego szeregi, już następnego mogli odmówić ruszenia do boju gdyby np. jeden z nich uznał, że nie traktuje się go z należytym szacunkiem. Przykładem tego może być epizod z bitwy pod Byczyną (w 1588r. - notabene wygranej przez Polaków) opisywany przez Krzysztofa Warszewickiego:

"Pod Byczyną było tak: daje rozkaz rotmistrz Kostrzemiński: W nich, panowie bracia, w szable! A na to z szeregu ozywa się pan Górski, familiant wielki: Ja ci tam nie brat, z tobą-m świń nie pasał! Że to w szyku i w bitwie, rotmistrz doń doskokiem i płazem na odlew; ale pan Górski całą swoją czeladź zwołał i nuże na pana rotmistrza! Swoi go od napaści bronią, a tak już bitwy z wrogiem nie masz, pół chorągwi własnej na drugą pół naciera, prawie się wysiekli nawzajem, naszatkowali szlacheckich głów niemniej kopy. Wróg palcem nie ruszył, a pola dobył, bo nie miał kto owego obstawać."

Brzmi to wszystko może nieco humorystycznie (tym bardziej, że jak już wcześniej wspomniano, samą bitwę Polacy wygrali - było to zresztą jedno z największych zwycięstw z udziałem husarii), lecz ten przykład jest świetną charakterystyką ówczesnych Polaków. Polacy bowiem znani byli wtedy (a podobno także i dziś inne narody tak nas postrzegają) ze swojego niepospolitego indywidualizmu i z ogromnej wrażliwości (czy drażliwości) na punkcie własnej godności. Wolność szlachecka - o której tu już była mowa - pozwalała kwitnąć obu tym cechom.

Czyż więc dziwić może, że w jej obronie zdobywano się na prawdziwie niezwykłe wyczyny?

Dzisiaj nam - ludziom już XXI wieku - trudno niekiedy pojąć dlaczego nasi przodkowie, którzy na co dzień skąpili grosza na wojsko czy inne cele publiczne, w potrzebie zadłużali się po szyję i zaciągali się pod sztandary aby bronić Rzeczypospolitej. W państwie bez twierdz (czy właściwie z minimalną ich liczbą) szlachta głosiła pogląd, że: "nasze piersi są twierdzami Rzeczypospolitej" I rzeczywiście przez wiele, wiele lat była to najlepsza zapora dla wroga. Ale wyjaśnienie tego paradoksu, jak i odpowiedź na wcześniejsze pytania, zasadza się na prostym acz tragicznym w skutkach dla państwa polskiego zjawisku. Szlachta - której nie można odmówić patriotyzmu i wprost uwielbienia dla własnego kraju - otóż ta szlachta była w stałym konflikcie (rzeczywistym lub przynajmniej potencjalnym) z każdym kolejnym królem. Kredyt zaufania jakim obdarzano monarchę (za Jagiellonów) szybko zmienił się w nieufność do tej instytucji. Każdy bowiem z królów elekcyjnych realizował (w mniejszym czy większym stopniu) swoje własne cele i dążył do nich niezależnie a czasem i w niezgodzie z polską racją stanu.

Szlachta polska, która w dobie ostatnich Jagiellonów (XVIw.) była najbardziej postępową warstwą w Europie, której postawa obywatelska mogłaby i powinna zadziwiać nawet dzisiaj, która stworzyła jedyne w Europie (a chyba także i na świecie) państwo "bez stosów" - z pełną tolerancją religijną, państwo w którym do udziału w rządach uprawomocnione było przeszło 10% społeczeństwa (taki wskaźnik uzyskany został w innych państwach Europy czy w Stanach Zjednoczonych dopiero w XIX-XX wieku), państwo w którym wolnego człowieka nie można było skazać (a nawet uwięzić) bez prawomocnego wyroku sądu - ta szlachta w dobie królów elekcyjnych zeszła na pozycję obrony wypracowanych osiągnięć przodków. Otoczona zewsząd przez różne absolutyzmy (w których człowiek nie liczył się zupełnie a jedyną racją stanu była racja cara, sułtana, cesarza itp. a którą to rację wcielano w życie z całą bezwzględnością) sama nie chciała wpaść w "czułe" objęcia królewskiego despotyzmu (i nie były to wcale szlacheckie urojenia, bo królowie zasiadający na polskim tronie mieli do tego silne "ciągoty"). Wszelkie działania królewskie były pod nieustanną obserwacją, były stale kontrolowane a wszelkie próby wzmocnienia pozycji monarchy - torpedowane.

I tutaj właśnie leży powód, dla którego szlachta nie chciała łożyć np. na wojsko. Silna i będąca pod królewską kontrolą armia mogłaby bowiem "prawem pięści" wprowadzić królewskie porządki, łamać wszelkie prawa i wolności. Król bogaty, niezależny i mający do swojej dyspozycji najlepszą (przez bardzo długi czas) armię w Europie, mógłby prowadzić własną politykę, wplątywać kraj w niszczące wojny w interesie nie państwa - lecz własnym. Ale właśnie ta szlachta, mająca na co dzień "węża w kieszeni", kiedy kraj potrzebował obrony, stawała w szeregach nie licząc się z kosztami. Za bajeczne sumy wynajmowała liczne zastępy zawodowego żołnierza samemu stając na ich czele (tak się działo w przypadku magnatów, których na to było stać) lub też sama własną osobą "robiła" szablą w obronie Rzeczpospolitej (czy to jednak w przypadku magnatów, czy szlacheckiego "szaraczka", obowiązywała zasada "zastaw się a postaw się"). Kiedy jednak niebezpieczeństwo zostało zażegnane, wracała do domów i jak lwica młodych tak szlachta broniła się przed nowymi podatkami.

Takimi to paradoksami usłana jest tamta epoka. Może warto dodać jeszcze i ten jeden, że kiedy za czasów Władysława IV (w latach 30-tych XVIIw.) sejm narzucił królowi ograniczenie liczebności jego gwardii do 1200 ludzi, każdy szlachcic mógł ich mieć nieograniczoną ilość (jeśli tylko było go na to stać). Przykładowo Jeremi Wiśniowiecki miał na swoim stałym utrzymaniu 1500 żołnierzy, których liczbę w potrzebie mógł bez problemu zwiększyć do 6tys.

Po tej długiej dygresji wróćmy do tematu. Zapoznajmy się bliżej z husarskim osiodłaniem. Po pierwsze husarskie siodło. Katalogowy opis siodła widocznego na zdj.1 brzmi następująco:

"Siodło typu husarskiego z wysokimi łękami. Siedzenie terlicy pokryte czarną skórą, wytłaczaną w ornament geometryczny. Od spodu terlica podklejona płótnem karmazynowym. Łęki oraz końce ławek pokryte blachą mosiężną, złoconą i rytowaną w deseń wici roślinnej, ozdobione karneolami ze złotym ornamentem. Na największym umieszczonym na przednim łęku monogram "AOR" pod koroną szlachecką. Na terlicy poduszka pikowana z sukna karmazynowego haftowana srebrem, przywiszana skórzanymi troczkami. Po bokach siodła dwie pary tybinek z jasnej skóry, pokrytej suknem karmazynowym haftowanym srebrem. Wyższe, mniejsze (21,4 cm x 33,5 cm) z okrągłym wykrojem, przymocowane na stałe do siodła. Dolne, większe, prostokątne (34,2 cm x 46 cm). Puśliska z rzemienia obszytego karmazynowym safianem. Strzemiona typu wschodniego, mosiężne, złocone, rytowane i ozdobione krwawnikami. Ciężar siodła bez strzemion 5,48 kg, ze strzemionami 7,28 kg"

Siodła husarskie miały określone zadanie. Oprócz zapewnienia wygody i odpowiedniego prestiżu jeźdźca musiały być przede wszystkim mocnym punktem podparcia dla husarza władającego kopią. Odpowiednio wysoki i szeroki tylny łęk oraz głębokie siedzisko stabilizowały pozycję człowieka na koniu uniemożliwiając wysadzenie z siodła. I to była zasada ogólna, którą spełniać musiało każde siodło husarza (czy to paradne czy bojowe). Siodła te miały także inną cechę szczególną. W przeciwieństwie do dawniejszych siodeł rycerskich, używane przez husarię siodła spoczywały na dwóch ławkach leżących wzdłuż końskiego grzbietu po obu stronach kręgosłupa. Nie uciskały przez to kręgosłupa, a dodatkowo większa powierzchnia przylegania stwarzała dla konia bardziej komfortowe warunki "pracy". Jest to o tyle ważne, że - jak to każdemu koniarzowi wiadomo - kopyta końskie i właśnie grzbiet są najbardziej narażonymi na urazy częściami konia. Ich stan determinuje z kolei możliwości wykonywania zadań bojowych przez kawalerię. Zachód długo nie doceniał tego typu siodeł (dopiero w XIX wieku przekonano się o ich zaletach i zaczęto stosować je na szeroką skalę). Jak więc widać i w tej dziedzinie jazda polska daleko wyprzedzała tamtą część Europy.

Na przedstawionym na zdj.1 rzędzie, jest tylko jeden element, który w typowych siodłach husarskich miał inny kształt. Chodzi mianowicie o strzemiona. Widoczne na zdj.1 są strzemionami typu tureckiego (szerokie oparcie dla stopy). Husaria używała raczej strzemion z wąską stopką i szeroką płytą zewnętrzną (nawiązujących w formie do tatarskich).

strzemie polskie

Przejdźmy teraz do uździenicy (ogłowia) widocznej na zdj.2. Uździenica ta (tak jak i podpiersie oraz podogonie) wykonana jest z rzemieni obszytych karmazynowym safianem, wzbogaconymi ozdobnymi płytkami odlewanymi z mosiądzu, złoconymi i cyzelowanymi. Dalej: "Naczółek i nachrapnik wykonane z naszytych na rzemień blach mosiężnych, złoconych, ozdobnie profilowanych i dekorowanych analogicznie do ozdób siodła. Pośrodku trójdzielnego nachrapnika umieszczony jest czarny lidyt z rytowanym i złoconym herbem Oskierko wśród panoplii.

nachrapnik

Nagłówek wieńczy mosiężna, złocona szkofia do piór, wysadzana kryształami górskimi, granatami i karneolami. Na największym kamieniu wyryto herb Oskierko.

szkofia

Podgardle uzdy zakończone jest wisiorem w podwójnie złożonej, wewnątrz pustej blachy w kształcie trójliścia, zdobionej po obu stronach karneolami. Wodze zrobione są z jedwabnej karmazynowej taśmy przetykanej złotem."

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na typ okiełznania konia husarskiego. Jazda ta, jako jedyny typ jazdy polskiej, stosowała powszechnie munsztuk .

munsztuk i podgardle (lewy górny róg)

Jedynie bowiem munsztuk (poprzez zastosowanie dźwigni) umożliwiał pełną kontrolę nad koniem husarskim (bezwzględnie konieczną ze względu na sposób walki husarii). I chociaż wszyscy miłośnicy koni wiedzą, że korzystanie z tego elementu może być dla konia bardzo uciążliwe (przy niewprawnej ręce), jednak warunki bojowe dyktowały taką konieczność.

Kończąc opis osiodłania zamieszczam poniżej zdjęcie innego niż na zdj.1 podpiersia husarskiego. Jak widać także ono "nie grzeszy" skromnością.

Pod siodło husarskie kładziono czaprak (czołdar, dywdyk). Jak każdy czaprak, służył on ochronie końskiego grzbietu - tutaj będąc także ważnym elementem dekoracyjnym. Widoczny na zdj.1 czaprak, jest wykonany z haftowanej karmazynowej tkaniny obszytej frędzlą. Były także czapraki inaczej zdobione np. broszowane.

Elementem zaliczanym do oporządzenia jeździeckiego są także olstra. Stosowano je najczęściej parami po obu stronach końskiego grzbietu. Wożono w nich oczywiście krótką broń palną. Zadaniem olster była ochrona tej delikatnej (i przez to dość zawodnej) broni. Poniżej zamieszczono jedno z przykładowych olster .

Ostatnie zamieszczone tutaj zdjęcie przedstawia oporządzenie jeździeckie jakie mógł husarz używać w boju. Szczególnie dobrze widoczne jest usytuowanie olster z umieszczoną w nich bronią palną. Widać także troczony pod lewym kolanem koncerz .

***

Bibliografia:
"Husaria Polska" Zdzisław Żygulski jun.
"Husaria" Jerzy Cichowski, Andrzej Szulczyński
"Husaria" Anna Wasilkowska


Elementy uzbrojenia