Ppłk Adolf Pilch ps. "Góra", "Dolina"


napisała p. Grażyna Dziedzińska

ppłk Adolf Pilch


Jaki był ppłk Adolf Pilch ps. "Góra", "Dolina"? Mądry, obowiązkowy, zamknięty w sobie. Myśmy jednak umieli go rozszyfrować. "Oho - mówiliśmy - stary szarpie wąsy, to znaczy, że jest źle". Nie był politykiem, był żołnierzem. Nadzwyczajnie dobry, dbał o nas jak najlepszy ojciec. Miał szczęście w walce, odważny był do zuchwałości. W Kieleckiem w sytuacji zmasowanych ataków hitlerowskich błagaliśmy go niemal na kolanach,żeby nie "lazł" w ogień, ale mruknął tylko: "Zostawcie to Panu Bogu". Rzucał się tam, gdzie najgoręcej, pomagał, ratował ludzi. Kochaliśmy go ogromnie. Na ślepo szliśmy za nim w bój. - Tak mówią o swoim dowódcy żołnierze kombatanci Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK.

Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny na Ochocie w parafii pw. św. Jakuba Apostoła słusznie szczyci się jednym z najpiękniejszych i unikalnych "pomników" czynu zbrojnego oraz martyrologii żołnierzy AK i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, a mianowicie witrażami. Inicjatorem tego dzieła był Bolesław Jabłoński ps. "Bill", cichociemny, szef sztabu i dywersji II Okręgu AK Łódź, więzień ubeckich katowni, KS-iak. Współinicjatorem szlachetnego zamierzenia - wspieranego przez innych członków Komitetu Witrażowego - był ppłk Adolf Pilch, ps. "Góra", "Dolina", cichociemny, dowódca Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego, żołnierz Powstania Warszawskiego. Odznaczony Orderem Virtuti Militari, 4-krotnie Krzyżem Walecznych, Krzyżem AK, jak również King's Medal for Courage (Królewskim Medalem za Męstwo w Londynie, gdzie przebywał na stałe po wojnie). Artystycznie wykonane witraże są prawdziwą lekcją historii, którą warto polecić zwłaszcza pedagogom i ich uczniom. Rozpoczyna je, jakże wymowny, witraż z podobiznami dwóch męczenników św. Maksymiliana Kolbe, którego zamordowali hitlerowcy i gen. bryg. Leopolda Okulickiego-"Niedźwiadka", dowódcy Sił Zbrojnych w Kraju, zamordowanego przez Sowietów. Następne witraże obrazują zmagania żołnierzy AK na Kresach - zdradziecko zabranych Polsce w Jałcie - walki w Kampinosie, Powstaniu Warszawskim itp.

Śpij kolego w ciemnym grobie...

27 II 2001 r., w pierwszą rocznicę śmierci ppłk Adolfa Pilcha, w kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Panny Marii w parafii św. Jakuba Apostoła odbyło się uroczyste nabożeństwo odprawione przez proboszcza, ks. prałata Henryka Bartuszka, za spokój duszy bohatera oraz za zamordowanych, poległych i zmarłych cichociemnych i żołnierzy Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego. Przed Mszą św. słowo wstępne wygłosił żołnierz Okręgu Kieleckiego 25. pułku AK Stanisław Korwin. Przypomniał sylwetkę "partyzanta trzech puszcz": Nalibockiej, Kampinoskiej, Świętokrzyskiej, jako żołnierza, a po wojnie kombatanta, utrwalającego etos działalności AK (m.in. w licznych publikacjach książkowych), prezesa Koła Cichociemnych i Koła AK na emigracji, członka Kapituły Krzyża AK.

W Mszy św. uczestniczyły poczty sztandarowe: Okręgu Wileńskiego, Okręgu Nowogródzkiego oraz 4 sztandary Grupy Kampinos AK. Gdy się patrzyło na tych dzielnych żołnierzy, niektórych jeszcze w przedwojennych mundurach, ułanów z szablami przy boku, serce ściskało się na wspomnienie tysięcy im podobnych, którzy zginęli w tak niewiarygodnie koszmarny sposób w Katyniu, Ostaszkowie, Miednoje, na Łubiance i których śmierć była i będzie niepowetowaną stratą dla naszej Ojczyzny.

Ks. prałat w swojej homilii przypomniał, iż ci, których przypominają witraże, na wezwanie zagrożonej polski porzucili domy, najbliższych, skazali się na życie w lasach, wieczną tułaczkę, cierpienia i poświęcili całą młodość, aby ratować Kraj w imię najwyższych wartości: Boga, Honoru i Ojczyzny. Podkreślił, iż te wartości nie powinny być zatracone czy deprecjonowane teraz, kiedy żyjemy w wolnej III Rzeczypospolitej i że pamięć o tych, dzięki którym ona ponownie zaistniała, należy się tamtym bohaterom. Ksiądz serdecznie życzył kombatantom siły, zdrowia i jak najdłuższego jeszcze życia, aby mogli nadal dawać świadectwo swojej miłości do Ojczyzny.

Żołnierz "Góry", "Doliny" Longin Kołosowski ps. "Longinus", z 27. pułku im. Króla Stefana Batorego, ułanów nieświeskich, ułan szwadronu CKM Okręgu Nowogródzkiego i Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego, który przeszedł cały szlak zgrupowania od walk z napastnikami bolszewickimi 17 IX 1939 r. na Kresach po Kielecczyznę, wezwał zebranych: (...) Módlmy się za wszystkich Polaków żyjących i pomordowanych przez dwóch okupantów, za Polaków, którzy przeszli gehennę więzień, tortur, procesów, zsyłek, obozów, katorgi syberyjskiej, którzy byli poniżani, upokarzani, lecz pozostali wierni Bogu i Ojczyźnie. Módlmy się za wszystkich wiernych i duchownych tej parafii, by dalej troszczyli się o dobry stan witraży, stanowiących wspaniały przekaz historyczny dla pokoleń. Módlmy się za polską młodzież, aby zrozumiała ofiarność ich dziadków i ojców, walczących o niepodległość, aby zachowała wiarę i tradycje narodu polskiego.

A oni szli i szli... aż do Warszawy

Jeden z najsłynniejszych partyzantów AK, ppłk Adolf Pilch jest wciąż jeszcze mało znany w kraju. Przypomnijmy więc tę jakże fascynującą postać żołnierza, który wykorzystując własne predyspozycje, odwagę, spryt, intuicję, jak też wiedzę i praktykę cichociemnego, jako jedyny dowódca kresowy przeprowadził przez fronty niemal 900 żołnierzy, którzy w dużej mierze wsparli Powstanie Warszawskie.

Urodził się w Wiśle na Śląsku Cieszyńskim, jako ósme dziecko beskidzkiego górala, 22 V 1914 r. Jego praojcowie przywędrowali w Beskidy ze Szkocji z grupą uciekającą przed prześladowaniami religijnymi. Po ukończeniu gimnazjum w Cieszynie i Wyższej Szkoły Technicznej Wawelberga w Warszawie został powołany do Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 26. dywizji w Skierniewicach. W 1940 r. przedostał się na Węgry, skąd statkiem "Patria" dotarł do Marsylii. Brał udział w walkach, a po kapitulacji Francji i niezorganizowanej ewakuacji "gdzie kto może" 21 VI 1940 r. dotarł do Plymouth w Wielkiej Brytanii. Na początku 1941 r. wylądował w okolicach Sulejowa. Zaopatrzony w lewe dokumenty przedostał się do Warszawy, gdzie oczekiwał na rozkazy Komendy Głównej AK. Otrzymał przydział do Okręgu Nowogródzkiego AK, do oddziału partyzanckiego im. Kościuszki, potem do Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego. Oddział początkowo odnosił sukcesy bojowe. 19 VI 1943 r. opanował garnizon niemiecki w Iwieńcu i dzięki zdobycznej broni "zakwaterował się" w Puszczy Nalibockiej. W wyniku jednak okrążenia i pacyfikacji przez duże siły niemieckie, białoruskie, ukraińskie, litewskie, łotewskie, chorwackie zgrupowanie uległo rozproszeniu. "Góra" wprawdzie szybko odtworzył oddział, ale natrafił na nowego, nie mniej bestialskiego wroga. Zgrupowanie Stołpeckie mianowicie sąsiadowało z sowieckim oddziałem w rejonie Iwieńca. Dowódcy obu jednostek byli w stałym kontakcie. 1 XII 1943 r. grupa pięciu oficerów Zgrupowania Stołpeckiego została zaproszona przez Sowietów na "naradę wojenną". Już po drodze zostali pochwyceni i zamordowani przez sowieckich partyzantów. Na wszystkie zaś oddziały polskie urządzono obławy i rozbrajano je. Te, które się broniły, wymordowano. "Góra", który się uratował, ponieważ nie poszedł na spotkanie, wietrząc podstęp, utworzył z garstki piechoty i szwadronu kawalerii, które się jakoś uchowały, oddział pod jego dowództwem. W momencie, gdy Sowieci zaczęli się zbliżać do Iwieńca i kierować na Puszczę Nalibocką, por. "Góra" postanowił skorzystać z zamieszania i wśród wycofujących się Niemców skierować partyzantów na Zachód. Zgrupowanie wyruszyło 29 VI 1944 r. z rejonów Iwieńca i Stołpec. Z 40 ludzi rozrosło się do ponad 800, z czego połowę stanowiła kawaleria. Szeregi rosły szybko, gdyż młodzi chłopcy musieli ratować siebie i rodziny przed śmiercią z rąk sowieckich "sojuszników". Również znacznej części rozbrojonych partyzantów udało się uciec do polskich oddziałów; Komenda Okręgu pomagała, przysyłając oficerów i podchorążych. Tak więc ogromne tabory, wojsko, rodziny żołnierskie, zaczęły posuwać się w kolumnie. Pokonywały pola i lasy, przeprawiały się przez rzeki: Niemen, Szczorę, Narew, Bug i Wisłę pod Nowym Dworem. Przemarsz Zgrupowania odbywał się w sposób przemyślany: przez kilka godzin od świtu, a potem maskowanie się w lesie do godz. 18.00 i znów marsz do późna - wspomina "Longinus". (...) Bug przekroczyliśmy wpław 16 lipca 1944 r. w miejscowości Dzierzby. Nawiązaliśmy kontakty z placówką AK. Zrobiliśmy zasadzkę na kilka niemieckich samochodów wojskowych, zdobywając ważne dokumenty. 24 lipca dotarliśmy do Nowego Dworu. Zastanawialiśmy się, jak przedostać się na zachodni brzeg Wisły. Przejście w bród było niemożliwe. (...) Mieliśmy trzy rozwiązania: rozpuścić Zgrupowanie; przemieścić się na południe (ale tam był już front); przemaszerować przez most jako ruchomy cel. Wybrano to ostatnie. Ryzyko było duże, ale liczono, że w chaosie i zamieszaniu, w związku z dużym ruchem uciekających formacji pomocniczych armii niemieckiej (Kozacy, RONA itd.) może się udać. I rzeczywiście udało się. Partyzanci ze Zgrupowania dołączyli do partyzantów z Puszczy Kampinoskiej, którzy powitali ich entuzjastycznie. Ten długi marsz wśród wrogów, niemal bez strat, naprawdę graniczył z cudem.

Rozbici pod Jaktorowem

W czasie Powstania żołnierze Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego stanowili trzon Grupy Kampinos. Dzięki doświadczeniu zdobytemu po rocznych walkach partyzanckich, wysokiemu morale dowódcy i żołnierzy, jak również odwadze bojowej i sile uzbrojenia, już 30 i 31 lipca zadali Niemcom dotkliwe ciosy. Pod dowództwem "Góry", który zmienił wówczas pseudonim na "Dolina", Zgrupowanie 3 sierpnia zlikwidowało silne jednostki niemieckie pod Truskawką i pod Truskawiem, dzięki czemu puszcza została dokładnie oczyszczona z nieprzyjaciela i już 10 sierpnia można było przyjąć pierwsze zrzuty z samolotów alianckich. W Powstaniu Warszawskim "Dolina" brał udział ze swym oddziałem w starciach na północnych przedmieściach stolicy. W czasie ataku na lotnisko bielańskie były duże straty. Z ran zginął także Bogdan Grygorcewicz, ps. "Mały" 14-letni, najmłodszy ułan Zgrupowania.

29 IX 1944 r. Grupa Kampinos, okrążona pod Jaktorowem, została całkowicie rozbita. Hitlerowcy opracowali plan jej likwidacji siłami ok. 5 tys. żołnierzy z udziałem broni pancernej dywizji Göringa. Pociągami pancernymi od strony Grodziska Mazowieckiego i od Żyrardowa przecięli drogę partyzantom, zamykając pierścień okrążenia Grupy Kampinos. Mimo to Polacy bili się aż do wieczora i zestrzelili nawet jeden samolot. Po klęsce jaktorowskiej por. "Dolina" przedarł się ze swoim oddziałem, zabierając ze sobą rozbitków z okrążenia niemieckiego i dołączył do 25. Pułku Piechoty Ziemi Piotrkowsko-Opoczyńskiej AK. Po rozwiązaniu pułku stanął na czele konnego oddziału, walcząc na szlakach mjr. Hubala do stycznia 1945 r. Por. "Góra"-"Dolina" od 3 VI 1943 r. do 17 I 1945 r. stoczył 235 bitew i potyczek, w znakomitej większości zwycięskich. Jest to niebywały wysiłek. "Góra"-"Dolina" był w nieustannej walce, a jednocześnie troszczył się o wyżywienie, zaopatrzenie, uzbrojenie ok. tysiąca partyzantów.

Po wojnie musiał uciekać z kraju, ponieważ totalitarny reżim Bieruta i Bermana poszukiwał go jako "wroga ludu". Gdyby zaś dopadł legendarnego partyzanta, z pewnością zamordowałby go w lochach UB. Adolf Pilch osiedlił się w Anglii; wraz z żoną Ewą pracowali zarobkowo. Wychowywali na patriotów i wykształcili dwie córki oraz syna. "Góra"-"Dolina" zmarł w Londynie 26 stycznia 2000 r. w wieku 86 lat.